Zeznanie świadka

Zeznanie człowieka żyjącego w Polsce, który jest uprowadzany, wbrew własnej woli, przez kryminalistów z UFO.

To są jedni z okupantów rasy ludzkiej na tej planecie, oprócz rasy jaszczurów – smoków oraz bezkręgowych i ich szefów – Archontów. Archonci przebywają na poziomach energetycznych astralnym i mentalnym. Oni nie żyją w tym świecie fizycznym i w tym wymiarze czasoprzestrzeni. Archonci mają wygląd kozła, którego czczą czciciele Szatana. Oni się żywią energią ludzi generowaną przez emocje i myśli ludzi – szczególnie te negatywne, które powstają w wyniku nienawiści.

Ci przestępcy wymordowali około 32 miliardy ludzi na tej planecie i zniszczyli całkowicie cywilizację techniczną ludzi na tej planecie około 1815 roku. Czciciele Szatana – Saturna są od tamtego czasu sługami i nadzorcami nad rasą ludzi. Oni pracują dla sił ciemności i są zdrajcami, wrogami rasy ludzi.

Informacje od osoby uprowadzanej przez UFO, które pokazują cechy wewnętrzne, poziom moralny i metody oraz strategie działań.

Widać cechy zachowań ufo przedstawione w monografiach prof. dr inż. Jana Pająka.

To jest przemysłowe pozyskiwanie energii życiowej od mieszkańców tej planety, czyli ludzi.

Z jakiegoś powodu świadkowi nie skasowano pamięci.

Jeżeli przyjąć dystans Ziemia – Mars równy 81 000 000 km, to lot około 30 sekund wymaga średniej prędkości 2 700 000 km/h.

Wyraźnie widać taktykę PSYWAR (wojny psychologicznej) ukierunkowanej na likwidację oporu stawianego przez ludzi celem łatwiejszej eksploatacji: kradzież energii życiowej, ludzie są potrzebni na części oraz jako pożywienie.

======

Polska, Szczecin, rok 2001.

Pragnę podzielić się z moimi doświadczeniami z UFO, jakie sam przeżyłem i jakie się nieustannie dzieją. Niestety nie znam nikogo z Polski, kto byłby zainteresowany moim przypadkiem. Większość ludzi – około 99% ludzi, których znam, nie wierzy w UFO. Ci ludzie nawet zaprzeczają, że to w ogóle ma miejsce na naszej planecie.

Piszę, żeby podzielić się tym, co sam przeżyłem i czego doświadczyłem w wielokrotnych spotkaniach z przestępcami z UFO.

Chciałbym opisać historię, jaką sam przeżyłem dotyczącą UFO i historię ingerencji w moje życie. Nielegalne wtrącanie się w moje życie trwa od dziesiątego roku życia do chwili obecnej.

Zacznę więc od początku. Kiedy miałem 10 lat, był to rok 1982. Pierwszy raz zobaczyłem UFO (latający dysk). Był to obiekt około 15 metrów średnicy i z 6 metrów wysoki. Wydawało mi się, że takie wymiary ma to, co nazwałem “bączek”. Ze względu na jego kształt przypominający bączka do zabawy. Taka zabawka dla dzieci była kiedyś bardzo popularna w Polsce. Spód wydawał się być płaski lub lekko zaokrąglony na obrzeżach “bączka”. Na ścianach bocznych miał kolorowe prostokąty, to znaczy każdy z nich świecił kolorami na przemian: czerwony – pomarańczowy – żółty – niebieski – błękitny. Obiekt był zawieszony około 15 metrów nad ziemią, może trochę mniej. Spód tego “bączka” był płaski, lekko zaokrąglony. Sprawiał takie dziwne wrażenie, że ciężko było stwierdzić czy jest całkiem plaski czy wypukły. Wydawał poświatę biało – niebieską, nic nie było słychać – żadnego dźwięku, po prostu cisza.

Zdawało się, że ten obiekt obraca się wokół własnej osi bardzo powoli. Ten obiekt jednocześnie przesuwał się lekko na prawą stronę, a po chwili przesuwał się znów na lewą stronę. Obiekt kołysał się. Byłem około 20 metrów od tego obiektu.

Pamiętam doskonale tą sytuację, dość dziwną w tym czasie, kiedy w Polsce był socjalizm. Zanim zobaczyłem ten obiekt, bawiliśmy się z kolegami w wojnę. Kiedy zacząłem wykrzykiwać do kolegów, że tam jest coś dziwnego w odległości około 25 – 30 metrów od nas. Była godzina pomiędzy 15:00 a 18:00. Koledzy popatrzyli tylko na ten obiekt i stwierdzili, że to helikopter. A ja powiedziałem, żebyśmy podeszli bliżej i zobaczyli, co to jest. Oni stanowczo odmówili i powiedzieli, żebym tam też nie szedł. Chodź nie wiem dlaczego, ale zawsze byliśmy nietypowymi dziećmi. Chodziliśmy i zawsze sprawdzaliśmy wszystko, gdzie się znajdowało coś nietypowego: umocnienia niemieckie, bunkry, bagna itd. Ja jednak, jakbym nie potrafił się opanować i musiałem podejść bliżej tego obiektu.

Bardzo mnie to zainteresowało (przejęcie kontroli nad umysłem ofiary przez przestępców z UFO). Wiec podszedłem na około 20 metrów od tego obiektu i przyglądałem mu się dokładnie. Jego światła były tak mocne, że czasami oślepiały, zwłaszcza te o kolorze czerwono – pomarańczowym. Nie pamiętam, jak długo tam stałem i patrzyłem na tego “bączka”. Kiedy wróciłem do domu, dostałem lanie od matki za to, że tak późno przychodzę. Ja miałem zakaz wychodzenia z domu na 2 tygodnie. Jak już ten zakaz wychodzenia z domu się skończył, wielokrotnie chodziłem w tamto miejsce. Było ono niedaleko mojego domu – około 300 metrów.

Siedziałem tam i często myślałem nad tym, co się tam stało i co to było. Nawet do dziś, kiedy przechodzę koło tego miejsca, zawsze się zatrzymuję i spoglądam w stronę, gdzie znajdował się ten obiekt. Teraz tam stoi budynek poczty oraz znajduje się parking samochodowy i nie ma śladu po łące, jaka tam była. Mimo upływu 19 lat, doskonale pamiętam wszystkie okoliczności tamtego dnia.

Po tym wydarzeniu moje życie zmieniło się na negatywne. Przestałem mieć szczęście (typowy objaw niszczycielskiej działalności UFO). Miałem i mam strasznego pecha do dzisiaj. Nic się nie działo szczególnego aż do dnia, kiedy z moją babcią siedzieliśmy i obserwowaliśmy nowe rybki w moim akwarium. Miałem wtedy około 15 lat. Nagle jakby coś mi kazało spoglądnąć na drzwi wejściowe do pokoju i zobaczyłem w tych drzwiach jakiegoś pana (postać ludzką). Krzyknąłem do babci, żeby zerknęła na drzwi wejściowe. Babcia powiedziała, że to mógł być mój anioł stróż. Moja babcia była bardzo religijną osobą. Ale ja byłem tak przerażony, że nie potrafiłem tego niczym wytłumaczyć. (Traumatyczne przeżycia związane z przestępcami z UFO).

Moi rodzice i babcia zobaczyli, jak to zdarzenie na mnie wpłynęło. Oni zaczęli ze mną rozmawiać na temat duchów i aniołów. Babcia opowiadała mi niesamowite historie z jej dzieciństwa, jak to ona widywała duchy, czyli UFO. Wtedy w Polsce mało kto wiedział o UFO, wszystko uważano za duchy. (Wiadomo, że przestępcy z UFO poddają kilka pokoleń ludzi z danej rodziny eksperymentom genetycznym. Oczywiście te eksperymenty są realizowane bez zgody i świadomej wiedzy swoich ofiar. Problem dotyczy całej planety Ziemi. Wg szacunków prof. dr inż. Jana Pająka, co trzeci mieszkaniec tej planety Ziemia jest uprowadzany wbrew własnej woli przez przestępców z UFO).

Mnie te rozmowy z moimi rodzicami i moją babcią nie przekonały mnie, że to był anioł czy duch. Po prostu coś we mnie nie dopuszcza myśli, że to duch czy anioł. Sądzę, że widziałem przestępcę z UFO, który wyglądał tak samo, jak normalny człowiek. (Eksploratorami rasy ludzi na tej planecie i nie tylko tej planecie są głównie przestępcy z UFO, którzy są bardzo podobni z wyglądu zewnętrznego do ludzi.) Również przestępcami z UFO są małe szare istoty z wielkimi oczami, również biologiczne roboty.

Po tym wydarzeniu zacząłem miewać koszmary, które trwają do dzisiejszego dnia.

W wieku około 18 lat przechodziłem z moją znajomą koło działek rekreacyjnych w obrębie miasta. Mój wzrok przykuł widok wielkiego obiektu latającego, który unosił się nad drzewami. Działki znajdują się miedzy lasem a autostradą. Bardzo się zdziwiłem i zatrzymałem się, żeby popatrzeć, co się stanie dalej. Wtedy moja koleżanka stanęła koło mnie i zapytała co ja robię, pokazałem jej, aby spojrzała tam. Pokazałem jej, gdzie ma popatrzeć i powiedziałem, że to mi wygląda na UFO. Kiedy ona to usłyszała i zobaczyła wpadała w panikę i histerię. Ona zaczęła mnie prosić, żebyśmy szybko poszli już do domu. Ja jednak nie potrafiłem tego zrozumieć, czemu ona tak panikowała i prosiła, żebyśmy szybko poszli z tamtego miejsca. Obiekt był w kształcie dysku i był dość wielki. Odległość miedzy nami wynosiła około 200 metrów. Po chwili już nie mogłem znieść paniki koleżanki i poszliśmy do domu. Po drodze oglądałem się wielokrotnie w tamtą stronę. Latający dysk w pewnym momencie zniknął. Po powrocie do domu moja koleżanka nieco się uspokoiła i na drugi dzień zacząłem z nią rozmawiać na ten temat. Ale ona nawet nie chciała wspominać tego, co tam widziała. Wpadała w duże zdenerwowanie, które powodowało same słowo UFO i latające dyski (trauma po negatywnych przeżyciach). Niewiele mogłem się od niej dowiedzieć, czemu to ją tak denerwuje. Nie znałem powodu uzasadniającego takie wpadanie w panikę i zdenerwowanie na sam temat UFO (wniosek prosty: musiała być ofiarą uprowadzeń przez UFO). Do dziś nie spotkałem takiej osoby, jak moja koleżanka. Teraz ma męża i dwoje dzieci. Nawet jak ją spotkam niekiedy po tylu latach, to nie chce o tym rozmawiać. Dziwne? Ostatnio ona mi powiedziała, żebym przestał wspominać na temat tamtego zdarzenia oraz o UFO. Więc dałem jej spokój i już nie wspominam w jej obecności na ten temat.

Jak miałem 25 lat, byliśmy z ojcem na rybach nad rzeką. Siedzieliśmy i łowiliśmy ryby, nikogo nie było. Było to około godziny 14.00. Postanowiłem zmienić miejsce łowiska dlatego, że nic nie brało, nawet spławik nie drgnął. Uniosłem głowę i spojrzałem na błękitne niebo i na piękną pogodę, jaka wtedy była. Nagle zobaczyłem jakiś obiekt w kształcie dysku, który wolno przesuwał się nad drzewami. Zacząłem się temu przyglądać i krzyknąłem do mojego ojca, żeby zerknął w tamtą stronę. Siedział na krzesełku wędkarskim około 5metrów ode mnie. On spojrzał i powiedział, że to jakieś zjawisko naturalne – nie zrobiło to na nim żadnego wrażenia. (Efekt wpływu silnych sugestii kierowanych do umysłu człowieka generowanych technologicznie.) Ojciec powiedział, żebym zaczął łapać ryby, a nie zajmował się głupotami. Ojciec zaczął znów patrzeć się na spławik.

Ale mnie już całkiem przestały interesować ryby i zacząłem obserwować, co to może być. Nagle ku mojemu zdziwieniu obiekt zaczął tak szybko lecieć w prawą stronę – trwało to mniej więcej z 2-3 sekundy, po czym nagle się zatrzymał. Zdziwiłem się tym, co zobaczyłem. Wywarło to niesamowite wrażenie, kiedy znów zawołałem ojca. On odpowiedział mi w sposób opryskliwy, żebym mu głupotami głowy nie zawracał. Reakcja ojca bardzo mnie zdziwiła, bo dla mnie to była rzecz niezwykła (kontrola umysłu ojca). Po około 10 minutach od chwili zobaczenia tego obiektu, nagle latający dysk tak przyśpieszył, że w mgnieniu oka zniknął na błękitnym niebie. Ja już nie łowiłem ryb, bo nie mogłem się skupić i przestać myśleć o tym, co zobaczyłem. Nagle zaczęły mi wracać jakieś niebywałe wspomnienia, które już kilkakrotnie miałem. Rozłożyłem koc i położyłem się na ziemi gapiąc się w niebo. Po jakimś czasie zamknąłem oczy i postanowiłem się zdrzemnąć. Kiedy zamknąłem oczy, nagle zaczęły mi się pojawiać obrazy z mojego dzieciństwa i te obiekty latające, które już widziałem oraz te, których nie pamiętam. Wpadłem wtedy w taką dużą panikę, że w ciągu kilku sekund znalazłem się koło ojca tak bardzo zdenerwowany, że nie potrafiłem utrzymać papierosa. Ojciec zapytał się mnie, co się stało. Ale ja nie byłem w stanie nawet słowa wydusić z siebie. Miałem paniczny lęk. Ojciec widział, że ja jestem bardzo zdenerwowany. Dlatego on postanowił, że wracamy do domu, bo on nie wie, co mi jest. Spakował wędki, wsiedliśmy na rowery i wróciliśmy do domu.

Po drodze wielokrotnie robiło mi się ciemno przed oczami tak, jakbym tracił przytomność. Ja byłem tak wyczerpany, że nawet nie mogłem wnieść roweru do piwnicy. Mama powiedziała, żebym się położył i odpoczął. Ona zrobiła mi herbatę, którą wypiłem i położyłem się w swoim pokoju. Nie pamiętam, jak szybko zasnąłem. Ja też nie pamiętam, jak się znalazłem w pokoju. Rodzice mi potem opowiadali, że natychmiast zasnąłem i że przez sen krzyczałem coś o UFO, żeby ci przestępcy z UFO mi nic nie robili, że to bardzo boli. Pamiętam, że moi rodzice powiedzieli mi jeszcze, że oni nie mogli się zdobyć na to, żeby pójść i mnie obudzić. Do dziś moi rodzice nie potrafią wyjaśnić, dlaczego nie poszli mnie obudzić, skoro tak krzyczałem.

Po tym wydarzeniu moje życie przewróciło się do góry nogami.

Zacząłem miewać dziwne sny i widywać dziwne postacie w domu i w pracy. Ale najgorsze dopiero miało nadejść w 2000 roku. 18 lutego, w przychodni rodzinnej nagle dostałem ataku serca i moje ciśnienie krwi skoczyło do 225/150/110 co groziło mi wylewem krwi do mózgu i zawałem serca. Szybko przewieziono mnie do szpitala w Zdunowie, jakieś 15 km od mojego domu. Po drodze do szpitala straciłem przytomność i po dojechaniu do szpitala podano leki i spędziłem 4 tygodnie w szpitalu. Po wypisie z szpitala kardiolog stwierdził, że będzie mnie kierował na rentę ze względu na mój stan zdrowia. Nie chciałem za bardzo iść na rentę w wieku 28 lat, ale nie miałem wpływu na tą decyzję. Pomyślałem, że skoro tak mi lekarze doradzają, to się zgodzę, w końcu dbają o moje zdrowie. Po powrocie do domu byłem całkiem załamany, że w tak młodym wieku jestem już wrakiem człowieka. Doszedłem do siebie po miesiącu. Bardzo pomogła mi rodzina. W tym moim trudnym okresie mijały kolejne dni i nic się nie działo do dnia, kiedy w sieci internet przypadkiem trafiłem na monografie prof. dr inż. Jana Pająka.

Zacząłem czytać monografie i w pewnym momencie zdałem sobie nagle sprawę, że to co prof. Jan Pająk opisuje, jest prawdą. To mnie strasznie przeraziło. Nie wiem, skąd nabrałem nagle tak mocnego przekonania. Mój wewnętrzny głos zmuszał mnie do czytania opracowań prof. Jana Pająka. Nabrałem takiego przekonania o istnieniu latających dysków po przeczytaniu pierwszej części monografii tom 1: “Napęd magnetyczny urządzeń latających”. Zacząłem coraz więcej czasu spędzać na czytaniu tych opracowań i zacząłem zdawać sobie sprawę, że to mnie dotyczy w większym stopniu niż przypuszczałem. Zaczęły mi wracać wszystkie wspomnienia z dzieciństwa dotyczące UFO i istot pojawiających się u mnie w domu. Ale o tym dokładniej opiszę pod koniec.

Zdarzyła się dziwna rzecz. Ktoś mi skasował wszystkie pliki z dysku twardego komputera włącznie ze zdjęciami UFO i monografiami prof. Jana Pająka. Ktoś skasował po prostu cały katalog “UFO”. Nie pamiętam, aby w tym czasie ktokolwiek korzystał z mojego komputera tym bardziej, że u mnie w domu każdy ma swój własny komputer. Wszystkie trzy komputery są połączone siecią lokalną z ciągłym dostępem do internetu, a te pliki nie były udostępnione w sieci lokalnej.

Po czasie, kiedy mi przeszła wściekłość na taką stratę, przypomniałem sobie, że mam backup (kopię zapasową) na CD-R. Zatem mogłem przywrócić wszystkie dane. I tak też zrobiłem. Po tym dziwnym wyparowaniu wszystkich plików i zdjęć UFO, umieściłem jeszcze trzy kopie na innych komputerach, żeby czasem się nie stało znów coś takiego. Moi koledzy z sieci LAN (Local Area Network – sieć lokalna) byli w szoku, jak poprosiłem o miejsce na ich dyskach twardych na przechowanie danych. Ale po dłuższych namowach zgodzili się, wiec w sumie zrobiłem 10 kopii swoich plików i umieściłem je na wszystkich komputerach w sieci lokalnej. Po kilku dniach od umieszczenia na innych komputerach tych danych na temat UFO i zdjęć oraz materiałów dotyczących UFO, koledzy i dwie koleżanki powiedzieli, żebym zabrał z ich komputerów swoje dane. Zapytałem o powód tej nagłej zmiany decyzji, a oni odpowiedzieli mi w ten sposób (cytuję): “nie chcemy mieć do czynienia z UFO i innymi tego typu rzeczami”. Bardzo mnie to zaskoczyło, nie potrafiłem tego wyjaśnić, czemu im to tak przeszkadza.

Do dziś zawsze to samo oni odpowiadają, że nie chcą mieć nic wspólnego z UFO. Niestety moi znajomi są tak dziwnie nastawieni na temat UFO, że jak się tylko wspomni, zaczynają albo wyśmiewać się z tego albo wręcz stają się agresywni, jeżeli w ich obecności się o tym rozmawia. (Typowy objaw działań PSYWARE polegający na wkodowaniu w umysł ofiary przekonania emocjonalnego, że UFO to są bzdury).

Ale to był tylko początek tego, co miało się mi przytrafić. 07 lipca 2000 roku zaczęło się to w ten sposób. Cały ów dzień jak zawsze czytałem Monografie prof. Jana Pająka, oglądałem rysunki i zdjęcia UFO. Było to około godz. 22:00 dnia 07.07.2000 roku. Postanowiłem, że spędzę jeszcze z trzy do czterech godzin na czytaniu monografii. Gdy postanowiłem, że tak zrobię, nagle zaniknął prąd elektryczny. Zdziwiłem się, że nie ma prądu. Ja pomyślałem, że może to awaria sieci elektrycznej. Więc ze świeczką w dłoni poszedłem zrobić herbatę. Tylko wyszedłem z pokoju, a zobaczyłem, że sąsiedni blok ma prąd, a u mnie nie ma. Na klatce schodowej też jest prąd. Postawiłem wodę na gaz i poszedłem sprawdzić korki (bezpieczniki). Okazało się, że bezpiecznik od kontaktu jest przepalony, wymieniłem go i prąd był ponownie. W tym czasie woda się zagotowała i z herbatą w ręku poszedłem do siebie do pokoju. Po drodze zobaczyłem, że moi rodzice i młodszy brat śpi w najlepsze (sen wywołany technologicznie – technologiczne wyłączenie świadomości ofiary). Zdziwiłem się bardzo, bo zawsze oni siedzą do godziny 23:00 przed telewizorem. Ale pomyślałem, że nie ma nic w telewizji. Po podejściu do mojego komputera nagle znów prąd zaniknął. Zdziwiłem się, wyglądnąłem za okno i na klatkę schodową – tam był prąd. Więc wściekły poszedłem zobaczyć, co z bezpiecznikiem. Okazało się, że znów przepalony. Wymieniłem i posprawdzałem, czy nie ma żadnego zwarcia gdzieś w mieszkaniu. Zdziwiło mnie, że nikt mi nie zwracał uwagi, że hałasuję o tej porze – oni spali jak zabici (technologiczne wyłączenie świadomości ludzi). Nic ich nie budziło, nawet telewizor, który włączyłem. Zaskoczyła mnie ich nagła obojętność na to wszystko. Wtedy przyszła mi do głowy myśl, że może to sprawka UFO. Jak tylko to pomyślałem, nagle zaczęło mi się chcieć tak spać, że nie miałem siły, aby wyłączyć telewizor (po prostu zapomniałem o tym) (emisja promieniowania energetycznego wywołująca stan zasypiania). Szybko położyłem się do swojego łóżka i od razu zasnąłem.

W pewnym momencie obudziłem się gdzieś indziej niż w swoim pokoju (uprowadzenie bez świadomej zgody ofiary). Był to korytarz, było tam wielu ludzi. Większość z tych ludzi szła jakoś dziwnie, ze względu na to, że patrzyli się w podłogę. Zdziwiło mnie to, dlaczego wszyscy patrzą w podłogę – przecież tam nic nie ma, to tylko podłoga. Była koloru białego (mlecznego), lekko szara. Ale szok dopiero miał nadejść. Szedłem tym korytarzem, ale pamiętam doskonale, że nikt nic nie powiedział – ani słowa. Po prostu wolno szliśmy do jakiegoś pomieszczenia.

Dziwiłem się z zachowania tylu ludzi, że wszyscy patrzą w podłogę a nie przed siebie.

Trwało to ok. 30 minut. Szliśmy, stawaliśmy i znów szliśmy. W pewnym momencie zobaczyłem pomieszczenie, ogromne, bardzo wielkie. Nie widziałem tak wielkiego pomieszczenia bez kolumn wspierających, czy jakiś wzmocnień. Moje przypuszczenia, że idziemy do jakiegoś pomieszczenia, sprawdziły się. W pewnej chwili uświadomiłem sobie, że ja już tu kilka razy byłem. Nie wiem skąd, ale miałem tak mocne przekonanie, że już tu byłem. Pojawiła się świadomość, że zacznie się zemną niebawem dziać coś bardzo złego. W tej chwili jak to pomyślałem, podszedł do mnie ktoś, kto przedstawił się, że ma na imię Deryl i powiedział, żebym się nie martwił, że nic mi się nie stanie. Zdziwiłem się, że nie otwierał ust, tylko jego glos słyszałem w mojej głowie. On kazał mi jeszcze poczekać. Wtedy popatrzył na mnie i pomyślałem, że chcą mnie zabić lub jakieś eksperyment tajny przeprowadzają na ludności cywilnej. On nagle się odwrócił i podszedł do mnie, patrzył się przez chwile na mnie i powiedział, żebym się nie martwił, że nikt mnie tu nie zabije i nic mi się nie stanie. Zdziwiło mnie to u niego, że nie dość, że nie otwierał ust, aby coś powiedzieć, to jakiś głos w głowie mojej wypowiadał jakieś zdania. Zaskoczony zapytałem go, gdzie jestem i co ja tu robię. On znów powiedział, żebym się niczym nie martwił, że wszystko jest w porządku (typowa gadka przestępców z UFO podczas nielegalnych uprowadzeń ludzi).

To mnie zdenerwowało, bo nie dość, że jakiś obcy będzie mi tu rozkazywał, to jeszcze nie chciał powiedzieć, gdzie się znajduję i jak się tu znalazłem. Jak tylko tak pomyślałem, to on powiedział, że mnie zna od dzieciństwa i że nie ma czym się martwić. A ja mu odpowiedziałem, że pozwę go do sądu za porwanie – on wtedy się uśmiechnął i zaczął coś mi opowiadać, jak to w wieku 17 lat uratował mi życie.

Fakt, że miałem wypadek i że cudem uszedłem z życiem. Mianowicie miałem wypadek na motocyklu – zderzyłem się z innym autem. Podczas wyprzedzania auto zajechało mi drogę tak nagle, że nawet nie pamiętam dokładnie jak to się stało (ciekawe, czy to zdarzenie zostało sprowokowane przez UFO?). Ocknąłem się pod kołami samochodu. Po prostu najechał na mnie, jak mnie wyrzuciło z motocykla. Wszyscy, którzy widzieli ten wypadek powiedzieli, że nie powinienem tego przeżyć, że to cud, że żyję. Prędkość motocykla przekraczała 80 kilometrów na godzinę – na tej prędkości zaciął się zegar przy motorze i w ten sposób policja ustaliła, że tyle jechałem. Dziwne było w tym to, że przy takim zderzeniu nie odniosłem dosłownie żadnej ranki, tylko jedną rękę prawą miałem brudną. Ręka była brudna od tego, że jak się wyczołgałem spod samochodu, to się pobrudziłem o spód auta. Po ściągnięciu kasku z głowy dosłownie odpadła jego przednia cześć, cala lewa strona. Policja, która przyjechała na miejsce wypadku, nie mogła się nadziwić, że to przeżyłem i nic mi się nie stało. Według ich doświadczenia nie powinienem tego przeżyć, to ich tak zaskoczyło, że aż trzykrotnie sprawdzali wszystko. Oni powiedzieli, że to cud, że przeżyłem coś takiego. Policjanci poinformowali mnie, gdy mnie lekarze badali, że mój motor nadaje się tylko na złom. Po jakiś 20 min od wypadku podszedłem do motoru, żeby ocenić co z nim jest i zobaczyłem kupę złomu (dosłownie!). Przedniego koła nie było – włącznie z zawieszeniem przednim, pęknięty silnik oraz tylna rama skrzywiona w harmonijkę. Siedzenia ani zbiornika paliwa nie dało się poznać. Przyjechał kolega samochodem z przyczepą, żeśmy załadowali to na przyczepę i wszystko na złom zawieźliśmy.

Ten wypadek był moim pierwszym, jaki miałem na motocyklu.

Miałem jeszcze jeden wypadek, którego też nie powinienem przeżyć. Mianowicie miałem czołowe zderzenie z samochodem ciężarowym z naczepą i to też przeżyłem jakimś cudem. Jak na razie miałem trzy takie wypadki w życiu i zawsze miałem takie szczęście. (Poniżej wyjaśniono, dlaczego ten “szęśliwy” zbieg okoliczności miał miejsce). Od tamtej pory już nie wsiadłem nigdy na motocykl.

Po tym, jak mi to opowiedział, zacząłem mu dziękować za ocalenie życia – on się tylko uśmiechnął i powiedział, żebym szedł za nim i tak też zrobiłem. Przez chwilę szliśmy jakimś korytarzem i stanęliśmy przed jakimś wejściem do pomieszczenia. Zerknąłem na te wejście. Miało kształt drzwi, ale u samej góry miało łuk, nie tak jak u nas, przeważnie prostokątne. Wtedy spojrzał na mnie i powiedział, żebym wszedł do środka. Zapytałem go, czy on też wejdzie ze mną, i co tam jest? Odpowiedział, że zaraz przyjdzie i żebym poczekał na niego w środku. Wszedłem do środka i drzwi się zamknęły. Poczułem się dziwnie zaskoczony tym, że się drzwi zamknęły. Ale usiadłem na czymś, co przypominało ławeczkę i siedziałem przez jakiś czas. Cały czas czułem, że ktoś mnie obserwuje, choć w pomieszczeniu nie było nikogo. Pomieszczenie miało ok. 4 metry długości, 3 metry szerokości i wysokość około 2 metry. Pomieszczenie było w kolorze biało – szarym, nie miało okien i nic innego.

W pomieszczeniu stała piramida czarnego koloru. Zacząłem się przyglądać tej piramidzie i w tym momencie, jakby ktoś powiedział, żebym nie dotykał tej piramidy. Ale mogę ją oglądać. Zdziwiłem się dlatego, że nie było nikogo i drzwi były zamknięte. Zacząłem przypuszczać, że ta piramida to jest taka sama jak piramida w Gizie. Sam prowadzę eksperymenty z energia piramid na wzorach piramidy z Gizy. Byłem ciekaw, czy ona też powoduje przyspieszony wzrost roślin i wytwarza jakąś energię nam ludziom jeszcze nie znaną.

Po jakiś 20 minutach wszedł Deryl i zapytał mnie, czy ta piramida coś mi przypomina. A ja mu odpowiedziałem, że wygląda identycznie, jak ta z Egiptu. Wtedy powiedział, że to jest ta sama piramida, tylko zmniejszona. Zapytałem, po co im ta piramida i powiedziałem, że mam w domu też podobną piramidę. On odparł, że wie iż mam piramidę, ale moja jest to tylko amatorska kopia. Fakt – sam ją zrobiłem. Deryl powiedział jeszcze, że ta energia pomaga uniknąć wielu chorób. Więcej już nic nie chciał powiedzieć; też nie pozwolił mi jej dotknąć i powiedział, że już musimy iść. Zapytałem go – dokąd mamy iść? Dlaczego nie mogę dotknąć tej piramidy? Chciałem sprawdzić, z czego jest zrobiona. Odparł, że nie mogę i nalegał, żebym z nim już poszedł. Odparłem, że skoro tak, to idziemy. Jeszcze raz zerknąłem na piramidę i wyszliśmy z pomieszczenia. Znów szliśmy korytarzem i nagle zobaczyłem, że idziemy znów do tego ogromnego pomieszczenia. Więc zapytałem się: Deryl, co się teraz ze mną stanie i gdzie mnie prowadzisz? On odparł, żebym się nie martwił i szedł za nim, że wszystko jest w porządku. Pomyślałem, że skoro tak powiedział, to tak musi być. W końcu dwa razy ocalił mi życie i poczułem, że martwi się o mnie i że na pewno nic złego mi nie zrobi. Więc poszedłem za nim, ale miałem duży strach, bo nie wiedziałem, co mnie czeka. Zauważyłem, że jest tam wielu ludzi i jakieś ławki dookoła, dwa wejścia. Wszystkie wejścia były u góry zakończone łukiem, nie tak jak w mieszkaniach u ludzi.

Opiszę teraz, jak wyglądało to pomieszczenie. Było w kolorze biało – szarym i bardzo jasnym. Nie było widać, skąd dochodzi światło, nie było żadnych lamp. Pomieszczenie było okrągłe, jakieś 20-25 metrów średnicy oraz z 10 rzędów ławek pnących się do góry. Było też 10 stołów lub więcej. Stoły były ustawione w okrąg względem ławek. Były dwumetrowe przerwy miedzy stołami. Stoły miały jedną centralną nogę po środku, wszystkie były koloru mleczno – białego, ale trochę ciemniejsze niż podłoga i ściany (o jakieś 20%, tak mi się wydaje). Długość stołu była ok. 2,30 m, szerokość ok. 60-70 cm wysokość ok. 1 m, a może trochę mniej. Jak podeszliśmy do stołu (czwarty od wejścia), Deryl powiedział, żebym się na niego położył i zdjął ubranie. Popatrzyłem na niego i ogarnęły mnie jakieś lęki i dziwne przekonanie, że stanie się coś złego. On wtedy widząc mnie zdenerwowanego podszedł i powiedział, że nic nie będę czuł i żebym się nie martwił, nic mi się nie stanie. Zapytałem, co chce, żebym zrobił – odparł, że pobiorą ode mnie tkanki i materiał genetyczny i zobaczą, w jakim stanie są moje płuca i serce. Jestem chory na serce i choruję od urodzenia na astmę. Oni pomogą mi z moimi płucami i sercem. Zdziwiłem się, bo skąd mogą wiedzieć, że mam te choroby. On odparł, że wiedzą o mnie wszystko od dnia moich narodzin. To mnie zdenerwowało tak, że powiedziałem mu, żeby dał mi spokój, że mnie dręczą. A to, co oni chcą zrobić, jest niemoralne i haniebne, oraz że Bóg kiedyś im za to odpłaci.

Wtedy podszedł do mnie inny jakiś człowiek (inny funkcjonariusz UFO o wyglądzie człowieka) i powiedział, żebym szybko ściągnął ubranie i przestał gadać o Bogu i o moralności. Powiedział też, że jak się nie uspokoję to uśpią mnie i tak zrobią to co do nich należy.

Byłem zdezorientowany tym, co mi powiedział. Długo popatrzyłem na Deryla i zapytałem go, dlaczego on na mnie tak krzyczy. Deryl spoglądnął na niego i powiedział mi, żebym się rozbierał i kładł się na stole. No to powiedziałem: dobra (zgodziłem się) i tak zrobiłem, jak chciał. Wtedy on odszedł ode mnie i wtedy pierwszy raz zobaczyłem te małe szare istoty (bio – roboty szaraki).

Miały ogromne oczy i ich wzrok przenikał przez ciało, uczucie jakby ktoś ciebie prześwietlał. Było ich czterech, jeden nich spoglądnął na mnie i powiedział, żebym się rozluźnił, bo tak będzie łatwiej i żebym się nie bał. Zapewniał mnie aż kilka razy, że nie stanie mi się nic złego, ale ja mu jakoś nie chciałem uwierzyć. – W końcu nie znam go, a poza tym nie cierpię, jak ktoś mi rozkazuje, zwłaszcza jakiś obcy osobnik. Ale w tym samym czasie poczułem jakieś zimno i po chwili straciłem czucie w rękach oraz w tułowiu również. Nie mogłem wcale się poruszyć – żadną kończyną i głową. Jeden z nich cały czas patrzył na mnie swymi wielkimi oczami i zacząłem się czuć coraz dziwniej, jakoś słabo mi się zrobiło i zaczęło mnie mdlić. Zapytałem co się dzieje, on powiedział, że to pewien rodzaj znieczulenia. Odpowiedziałem mu: – w porządku. Przecież i tak nic nie mogłem zrobić. Leżałem jak sparaliżowany. Nagle poczułem ukucie gdzieś w okolicach brzucha. Powiedziałem, że to zaczyna boleć. Wtedy nie wiem, co się stało, ale przestałem czuć ból, już mnie nic nie bolało. Czułem się dziwnie ale i zarazem było mi zimno. Zapytałem co teraz robią i co mnie jeszcze czeka. Powiedział mi, że właśnie skończyli pobierać mój materiał genetyczny i tkanki w nogach oraz krew, a teraz przygotowują się do otwarcia klatki piersiowej. Wtedy się przestraszyłem, że mogę umrzeć. Jak to? Na żywca? Widziałem w telewizji, że takie operacje są skomplikowane i że to długo trwa oraz jest bardzo ryzykowne. On jednak zaczął mnie zapewniać, żebym się nie martwił i uspokoił się. Powiedział mi, że wyciągną za chwile moje serce. Wpadłem w panikę. Zapytałem jak to możliwe, żeby oni wyciągnęli moje serce. Zapewniał mnie, żebym się niczym nie martwił i że wszystko jest w porządku. Po jakiejś minucie poczułem się naprawdę źle, powiedziałem temu co stał koło mnie, że coś się dzieje ze mną dziwnego i że nie mam siły nawet myśleć. Zacząłem robić się otępiały i zapadła ciemność. Sądzę, że straciłem przytomność.

W pewnym momencie zobaczyłem w ciemności punkt białego światła, który zaczął się przybliżać coraz szybciej i po chwili już stałem gdzieś na jakiejś łące, wokoło był las i dwie drogi. Na środku stała jakaś postać człowieka w dziwnych szatach. On wyglądał, jak biskup i miał laskę wysoką na około 2 metry. Laska na końcu była zawinięta w kształt ślimaka, wyglądała jakby była ze złota. Szata tego biskupa lśniła w słońcu kolorami tęczy. Coś pięknego. Nie widziałem nigdy wcześniej nic piękniejszego. Panowała taka cisza i spokój. Było po prostu cudownie i tak lekko. To jest trudno opisać, co czułem będąc tam, chociaż nie wiem gdzie to było. Popatrzyłem na niego i nagle stanąłem przed nim, on mi się przedstawił jako Józef i powiedział, że czekał na mnie. Zdziwiłem się, czemu czeka na mnie i o co tu chodzi? On mi powiedział: “Tak! Czwarty rodzaj egzystencji!” i że muszę wracać, że jeszcze nie czas. Zapytałem go, gdzie muszę wracać. Powiedział, że do swojego ciała i żebym się nie martwił, że jeszcze się spotkamy. Ja mu zacząłem mówić, że nie chcę tam wracać i że na tym świecie jest źle i nie chce tam wracać. Prosiłem go, żeby pozwolił mi zostać. Ale on powiedział, że jeszcze nie czas i się uśmiechnął. Powiedział, żebym się nie martwił, że się niedługo zobaczymy. Byłem wściekły, że mnie już odsyła, a nawet nie powiedział, gdzie ja jestem? Po chwili, jak się popatrzył na mnie, spojrzał w stronę słońca, a ja spojrzałem za nim. Nagle znów nastała ciemność i znów leżałem na stole. (każdy postrzega to, w co wierzy – wytwory własnego umysłu są wyraźne na poziomach subtelnych – ponad fizycznych).

Powiedziałem do tego, co stał koło mnie i się na mnie patrzył, że miałem dziwny sen. Wyglądało na to, jakbym zmarł. On się popatrzył na mnie i powiedział, że to nie był sen, że musieli zatrzymać moje funkcje życiowe na jakiś czas. Ale już jest wszystko w porządku i żebym opowiedział Drylowi, co tam widziałem itd. Zgodziłem się, wtedy on jakby się ucieszył, że chcę o tym porozmawiać (pozyskanie informacji od ofiary, która chce współpracować).

Zaczęli mnie traktować jakoś inaczej, takie odniosłem wrażenie. Po jakiś 20 min. powiedział do mnie, że już skończyli i że mogę wstać i się ubrać. Zapytałem się, co skończyli. On powiedział, że oczyścili mi płuca i coś z układem pokarmowym pozmieniali. Oni przepchali mi jakieś żyły koło serca, które powodowały u mnie bóle serca. Powiedzieli, że mam przestać jeść tyle mięsa, a za to więcej owoców i przetworów mlecznych. Takie jedzenie poprawi mój stan zdrowia. Oni powiedzieli również, że byłoby lepiej, żebym rzucił palenie papierosów. Zaskoczył mnie tym, ale powiedziałem, że tego nie robię chociaż miałbym skonać. Popatrzył się na mnie, ale nic więcej nie powiedział.

Po jakichś 2 minutach wszedł do pomieszczenia Deryl i uśmiechał się, nie wiem dlaczego? Powiedział, że jest ze mnie zadowolony, że byłem grzecznym chłopcem. Zaskoczyło mnie to stwierdzenie – jego przecież nie było w tym pomieszczeniu. Powiedział, że widział wszystko i że jest ze mnie zadowolony. Po chwili – jak już byłem całkowicie ubrany – powiedział do mnie, żebym poszedł za nim, bo chce coś mi pokazać. Ale jak będę szedł, to mam niczego nie dotykać. Zgodziłem się i poszliśmy wolno miedzy stołami, zobaczyłem mnóstwo istot siedzących na ławkach i kręcących się na boki, jakby trwała głośna dyskusja na jakiś temat, choć było cicho. Wtedy przypomniałem sobie, że oni się zapewne porozumiewają telepatycznie, wiec dlatego ich nie słyszę. Uśmiechnąłem się, i w tym momencie Deryl zapytał mnie, co mnie tak bawi? A ja mu na to, że to jest dziwne, że ja tu jestem, i że ty i inni ze mną rozmawiacie, a przecież ja jestem nikim ważnym. On powiedział, że to nieprawda – dla nich jestem ważny. Zapytałem się z jakiego powodu ja jestem dla nich ważny? Ale nie uzyskałem odpowiedzi. Idąc powoli między 2 a 3 stołem zobaczyłem leżącą na tym stole kobietę, strasznie płakała. Zapytałem się: Deryl co jej jest, a on powiedział, że ma poważne problemy ze sobą. Zdziwiłem się, co to może znaczyć, zatrzymałem się koło niej i popatrzyłem na nią. Szkoda mi się jej zrobiło, tak płakała. A ja nie wiedziałem, co jej jest i dlaczego tak płacze. Ale Deryl jakby krzyknął na mnie, żebym szedł za nim i to szybko, bo nie ma wiele czasu, wiec poszedłem.

(Standardowa procedura przestępców z UFO po wykonaniu eksploatacji człowieka: oprowadzenie / wycieczka po ich obiektach technicznych, z których są bardzo dumni – dla wybranych ludzi.) Chwilę szliśmy przez biało – szary korytarz i weszliśmy do pomieszczenia, większego niż poprzednie. To pomieszczenie miało około 8 metrów długości i około 5 – 6 metrów szerokości, a wysokość ok. 2,5 metra. Trzy ściany były biało – szare, a tylko jedna ściana była całkiem czarna. Zdziwiło mnie to i zapytałem się, co to za ściana i czemu jest czarna? Deryl powiedział mi, że to coś w rodzaju telewizora i jak chcę, to mi pokaże jak to działa. Ucieszyłem się, bo ściana była ogromna i zastanawiałem się, jak to może być tak wielki telewizor. W pewnym momencie pokazał się jakby błysk falowy i zadziałało – była tam widoczna piramida z Egiptu. Zapytałem go, jak to działa i gdzie jest kineskop, on spoglądnął na mnie i powiedział, że to telewizor magnetyczny (- ale mnie zaskoczył !). Ucieszyłem się, że mi powiedział. Od razu zacząłem zasypywać go pytaniami typu “jak to działa?” itd. Na wszystkie pytania mi z chęcią odpowiadał i tłumaczył, że to jest całkiem bezpieczne i że nie wydziela żadnego szkodliwego promieniowania. Zdziwiło mnie jedno – jak uzyskali tak realistyczne kolory. On na to odparł, że to tylko odpowiednia modyfikacja pola i tego, co my nazywamy elektrycznością. Spodobało mi się to tak bardzo, że poprosiłem, żeby mi pokazał jakiś krajobraz z pod wody – pokazał mi Hawaje, rafę koralowa i różne rybki itd. Było to tak, jakbym był pod wodą. Nawet dźwięk był tak realistyczny, że aż trudno było w to uwierzyć.

Deryl zapytał mnie, co bym chciał jeszcze zobaczyć? Odpowiedziałem mu, że chcę zobaczyć jak budowano piramidy (miałem wizje o piramidach i ich budowniczych). Zgodził się mi pokazać i powiedział, żebym stanął jakieś 50 cm dalej, to będę lepiej widział i faktycznie – widok był lepszy. Zaczęła się projekcja. Na początku wspomniał coś o Atlantydzie i o ich wiedzy na temat geometrii kształtów (wzór pierścienia Atlantów jest mikro rezonatorem ze względu na swoją geometrię) i o oddziaływaniu pozytywnym piramid na człowieka i jego zdrowie fizyczne oraz psychiczne. Potem zobaczyłem podstawę piramidy w Gizie. Zapytałem, jak oni przenosili tak ciężkie głazy po 100-200 ton? On odpowiedział, że siłą własnej woli (raczej kłamstwo – były to przenośniki oparte na zasadzie działania grawitacji) i że to nie jest nic nadzwyczajnego. Zdziwiłem się trochę, a on opowiadał mi o tym, jak to powstawało i dlaczego. Zapytałem go, ile ta piramida ma lat? Powiedział mi, że ok. 30 tysięcy (są źródła, które mówią o 40 tysiącach lat). Zdziwiłem się, bo naukowcy nasi twierdzą, że ma ok. 5-10 tys. lat. Zapytałem, jak oni cięli takie głazy? Powiedział, że za pomocą specjalnego lasera, że to daje niesamowitą precyzję i dokładność przy wykonywaniu cięć (tolerancja 0,05 mm). Bloki kamienne były wycinane bezpośrednio z gór, a potem wyciągane siłą woli budowniczych (raczej – napędy grawitacyjne) oraz transportowane na specjalnych platformach unoszących się metr nad ziemią. Co najważniejsze, oryginalnie na bokach piramidy były koła prawie na całej powierzchni ścian tej piramidy, z czterech stron. Czyli na każdej ścianie jedno koło pełne całe wykonane z aluminium (antena). Piramida była pokryta jakimś białym jakby tynkiem (alabastrem, jedna z form skały wapiennej; inną formą jest marmur). Piramida robiła bardzo dobre wrażenie. Zapytałem, do czego taka wielka budowla była wykorzystywana? Deryl odpowiedział, że było to coś w rodzaju generatora prądu i do komunikacji. Zaskoczyło mnie to. Zapytałem więc, jak to wytwarzało prąd? On tylko powiedział coś o polaryzacji przedmiotów ujemnych i dodatnich oraz o jakimś generowaniu kształtów promieniowania i kumulowania w środku dużego ładunku magnetycznego i nośnika fal telepatycznych (energii eterycznej – zatem przekroczenie pewnych granicznych natężeń energii). To jest darmowa energia, jaką inne cywilizacje już od dawna używają. Jest to niewyczerpalna bateria, jaką kosmos oferuje swoim mieszkańcom. To mnie zaskoczyło tak, że zapytałem o szczegóły tej budowli, niestety nie powiedział mi nic więcej na ten temat (ponieważ jednym z głównych dyrektyw UFO jest niedopuszczenie do zbudowania przez ludzi żyjących na tej planecie urządzeń “free energy” oraz cofanie cywilizacji ludzkich w rozwoju technologicznym). Zadawałem mu jeszcze inne pytania. Czy na świecie jest jeszcze taka sama budowla o tym samym znaczeniu? Odparł, że są jeszcze dwie, ale mniejsze. Niestety nie powiedział i nie pokazał mi ich. Inne to są repliki wykonane przez ludzi zafascynowanych tymi budowlami. Oryginalne budowle z tego okresu są tylko trzy.

Zapytał, czy jeszcze chcę coś ciekawego zobaczyć. Odparłem, że tak – i nagle zrobiło się ciemno w pomieszczeniu. Zaskoczyło mnie to, ale nagle pokazał się kosmos. Zapytałem, skąd wiedział, że to mnie interesuje (interesuję się kosmosem oraz piramidami i UFO). Uśmiechnął się i powiedział, żebym patrzył. To co zobaczyłem zaparło mi dech w piersiach, czułem się jakbym stąpał po innych planetach, był to piękny widok. Potem jeszcze pokazał mi Marsa i Wenus, Jowisza i Saturna, jakieś inne planety, dokładnie nie pamiętam nazw, ale było to coś pięknego. Byłem zaskoczony i strasznie szczęśliwy, że w końcu zobaczyłem, jak to wygląda z bliska. Potem zapytał mnie o wrażenia i czy podobało mi się to, co on dla mnie przygotował. Odparłem, że bardzo i że cieszę się, że mi pokazał, że to właśnie było moje marzenie.

Uśmiechnął się i powiedział, że ma dla mnie niespodziankę. Zapytałem, co to za niespodzianka? A on odpowiedział mi, żebym szedł za nim. Tak też zrobiłem. Znów poszliśmy biało – szarym korytarzem. Weszliśmy do pomieszczenia w kształcie trójkąta. Zdziwiłem się i zapytałem, co to jest, co to za niespodzianka? Odparł, żebym chwilę poczekał na niego, on zaraz przyjdzie. Powiedziałem, że w porządku, nie spieszy mi się nigdzie. Wyszedł, zacząłem się rozglądać, co jest tu tak ciekawego. Pomieszczenie zadawało się mieć około 4 metrów szerokości, każdy bok oraz 2 metry wysokości. Na środku było tam koło około 2 metrów średnicy, koloru czarnego, jakby wykonane z metalu, ale wtopione w podłogę. Dziwiłem się, co to jest, ale nie miałem pojęcia, co to może być. Ściany były biało – szare, ale te koło było tak dziwne, że nie miałem pojęcia ,co to może być. Więc czekałem na Deryla, żeby mi powiedział, co to jest. Po jakichś 10 minutach przyszedł, więc zapytałem się, co to jest? Odpowiedział mi, że to jest teleporter – służy do przenoszenia się w inne miejsce w sekundę, gdzie się tylko zechce. Zapytał mnie, czy chcę zobaczyć, jak to działa? Odpowiedziałem mu, że tak. Ale miałem obawy, czy to nie zaszkodzi mojemu zdrowiu. Odpowiedział, żebym się nie martwił. Oni tego już używają od bardzo dawna i nikomu jeszcze nic złego się nie stało. Zapytałem, gdzie się można przenieść tym czymś? Powiedział, że ma coś ciekawego dla mnie i żebym wszedł na koło i stanął obok niego. Tak zrobiłem, jak kazał. Nagle się zrobiło ciemno i zimno jakby zawiał zimny wiatr. Trwało to może 2 sekundy – może więcej. W pewnym momencie znaleźliśmy się gdzieś. Zapytałem go, gdzie jesteśmy? Deryl powiedział mi, że na statku w kosmosie koło naszego księżyca. Zdziwiłem się, a on powiedział, że jak nie wierzę to niech zobaczę sam przez okno. Pokazał mi wyjście, podszedłem do okna, opadła jakby zasłona i zobaczyłem kosmos i księżyc oraz część Ziemi. Jejku, co to był za widok – coś pięknego. Deryl podszedł do mnie i zapytał, jak mi się podoba planeta, na której mieszkam? Odpowiedziałem, że jest piękna i że to jest tylko sen. On się uśmiechnął i powiedział, że to nie jest sen. Powiedział, że moja niespodzianka zaraz się pojawi na widoku – w tym momencie Ziemia zaczęła się robić malutka. Zapytałem, co się dzieje? On powiedział, że wchodzimy na orbitę. Zapytałem, gdzie na orbitę? Odpowiedział, że to niespodzianka i nie chciał nic więcej powiedzieć. Powiedział za to – czekaj – zaraz sam zobaczysz. W pewnym momencie zobaczyłem czerwoną planetę i krzyknąłem “przecież to Mars!” – on uśmiechnął się i powiedział, że zgadza się – to jest Mars. Zapytałem, skąd wiedział, że się tym tak mocno interesuję? On znów powiedział, że zna mnie lepiej niż ja sam siebie. Zdziwiłem się, ale widok z okna na planetę Mars zaparł mi dech w piersiach. Nie byłem w stanie nic powiedzieć. Deryl tylko powiedział – “patrz i podziwiaj”. Stałem tak i patrzyłem na góry, wąwozy, kaniony, doliny itd. Trwało to jakieś pół godziny, jak żeśmy przelatywali nad Marsem. Powiedziałem, że musiał minąć rok czasu, żeby tu dolecieć. Deryl powiedział, że zajęło nam to jakieś 30 sekund, bardzo mnie to zdziwiło. Zapytałem: z jaką prędkością lecieliśmy, ale nie uzyskałem odpowiedzi.

Deryl wydał się zaskoczony tym pytaniem wiec zapytałem, czy oni już przekroczyli prędkość światła? Deryl odpowiedział, że prędkość światła już dawno przekroczyli. Teraz się poruszają z 30 do 50 krotnej prędkości światła i powiedział, że jeszcze są większe prędkości do osiągnięcia – pracują nad tym już od dłuższego czasu i niedługo opanują tą dziedzinę.

Po chwili zapytałem go, czy mogę mu zadać dziwne pytanie? A on spojrzał na mnie i powiedział pytaj. Zapytałem go – “powiedz mi, czy na Marsie kiedyś istniało życie?”. On odpowiedział, że tak i że to oni stworzyli planetę, którą my nazywamy Ziemia. Kiedyś wydarzył się kataklizm i Mars został zniszczony przez kometę. Nie dało się uniknąć tego zderzenia, więc mieszkańcy Marsa postanowili, że zrobią jeszcze jedną planetę, którą nazwali Ziemia i tak też uczynili. Po wielkiej kolizji cześć mieszkańców zamieszkała na planecie Ziemia, inni zaś polecieli w otchłanie kosmosu szukać nowych miejsc do zamieszkania. (Z innych źródeł wiadomo, że gady spowodowały zniszczenie Marsa. A tzw. Księżyc to stacja kosmiczna.) Po tej rozmowie zapytał, czy jestem zmęczony i czy chcę trochę odpocząć? Odpowiedziałem, że tak. Ale, czy już muszę wracać? Odpowiedział, że nie – tylko zaprowadzi mnie do pomieszczenia, gdzie trochę odpocznę. Zgodziłem się i poszedłem za nim. Po drodze spotkaliśmy tego małego (około 1 metr i 20 centymetrów wzrostu) szarego człowieczka o wielkich oczach, który popatrzył na mnie. Ja mu powiedziałem „dzień dobry”. On odpowiedział mi tak samo, uśmiechnął się i poszedł dalej. Deryl powiedział, żebym tam wszedł i usiadł sobie wygodnie, a sam wyszedł i zamknęły się za nim drzwi. Pomieszczenie było koloru mlecznego (białego), okrągłe i bez okien, nic tam nie było. Po chwili odczułem wielką ulgę i zrobiło się super. Siedziałem tam i myślałem czym Deryl jeszcze mnie zaskoczy? Po co on mnie tu ściągnął i co ja tu dokładnie robię? Siedziałem tam jakieś 10 minut, poczułem się wspaniale i tak wypoczęty jak nigdy przedtem, po prostu było super. Pomyślałem właśnie tego mi było trzeba – wypoczynku. Po chwili drzwi otwarły się i Deryl powiedział, żebym wstał, że chce mi coś pokazać. Więc poszedłem za nim, tak jak chciał.

Szliśmy przez jakąś chwilę, Deryl zatrzymał się przy drzwiach i powiedział: “teraz zobaczysz przyszłość planety, na której się urodziłeś”. Zdziwiłem się tą wypowiedzią, kazał mi stanąć jakiś metr od drzwi. Powiedział: “patrz teraz uważnie”, a wiec zacząłem patrzeć. Powiedział: „teraz skup się” i zaczęła się projekcja naszej przyszłości (on to tak określił). Zobaczyłem wielkie zniszczenia i straszne kataklizmy oraz ludzi jakoś dziwnie wyglądających jakby byli spaleni. Zapytałem, co to jest, czemu mi to pokazujesz, co to ma znaczyć? – On tylko powiedział, żebym patrzył na to i nic się nie odzywał. Więc zacząłem patrzeć i zobaczyłem przerażające sceny, wybuchy atomowe, powodzie, tornada i zgliszcza miast. Powiedział – zobacz, tak będzie już niedługo wyglądał Nowy York, zobaczyłem tylko stertę gruzu i nic więcej. Powiedział mi, że to nie wszystko, żebym patrzył dalej. Potem zobaczyłem wielką wodę, dosłownie wszędzie. Powiedział tak będzie jak się stopią lodowce po wojnie atomowej. Byłem w szoku, zapytałem czy to się zdarzy za mojego życia – odparł, że to jest prawdopodobne. Ten czas już nadchodzi, ale po tym wydarzeniu inne cywilizacje pomogą ludziom z planety Ziemia. Wasze poglądy na temat kosmosu, życia i wiele innych ulegną zmianie tak drastycznie, że nasza edukacja (ludzi na planecie Ziemia) zacznie się praktycznie od początku. (Sugerowanie cofnięcia w rozwoju, tak samo jak było to już w przeszłości – cel: dalsza bezkarna eksploatacja ludzi).

Już nie będzie wojen i cierpień, bo inni nam pomogą. On powiedział i pokazał mi też, że w 5000 roku tak będzie wyglądała nasza planeta po odnowie. (Według standardów pasożytów z UFO – oczywiście; ludzie z samodzielną inicjatywą, którzy dążą do doskonalenia duchowego, zostaną „wyeliminowani” z tej planety w sposób fizyczny za pomocą wojen i kataklizmów. Tzw. Trzecia Tajemnica Fatimy wspomina o wojnie, w której będą ginąć również dobrzy i szlachetni ludzie – jak w dotychczasowych wojnach na tej planecie. Takie są cele wojen: eliminacja samodzielnie myślących ludzi, system pasożytniczy potrzebuje niewolników.).

Zobaczyłem tam wielkie miasta unoszące się nad ziemią oraz wszędzie praktycznie lasy i dziką zwierzynę oraz ludzi trochę inaczej wyglądających, bo nie mieli włosów wcale na głowie i noszących jakby skafandry zamiast ubrań (ludzie zmodyfikowani genetycznie przez UFO; manipulacja genetyczna na ludziach trwa już kilka tysięcy lat). Powiedział, że włosy nie są nam do niczego potrzebne, więc stracimy je (włosy bardzo dobrze chronią układ nerwowy i mózg przed promieniowaniem elektromagnetycznym i radioaktywnym; promieniowania mocno otępiają umysł człowieka). Wpłynie na to głównie promieniowanie radioaktywne oraz zmiany genetyczne, które mają nastąpić po wojnie. (Czyli mamy znajomy schemacik oferowany wszystkim uprowadzonym: najpierw wojny i kataklizmy, a potem „wspaniała przyszłość” wg standardów demonicznych. Tylko jakoś pomija się fakt, że celem wywołania wojen ma być cofnięcie ludzi w rozwoju w każdym aspekcie ich życia – przede wszystkim duchowym. Celem jest także eliminacja ludzi dobrych w trakcie wojen i kataklizmów, którzy są olbrzymią przeszkodą na drodze do całkowitego panowania na tej planecie i kontrolą nad ludźmi. Ludzie naiwni, którzy wierzą w przeznaczenie pokazane przez UFO, tworzą tą bardzo ponurą „przyszłość widmową”. Przyszłość widmowa z czasem materializuje się w świecie fizycznym i wytwarza się rzeczywistość fizyczna teraźniejsza. Tacy naiwni ludzie sami przyciągają na swoje głowy owe wojny i kataklizmy zgodnie z zasadami działania Wszechświata. Dzięki temu, jak zwykle od początków czasu, UFO za pomocą mocy twórczych zmanipulowanych ludzi doprowadzają do tragedii tychże ludzi. Dlatego w religiach określa się ich jako ojców kłamstwa.)

Przeraziło mnie to tak bardzo, że aż łzy mi stanęły w oczach. Patrzył na mnie i nic nie powiedział, ani słowa. Po jakiejś chwili zapytałem, czy mogę mu zadać pytanie? Odparł, żebym pytał. Zapytałem go: „Deryl powiedz mi, co się dzieje z człowiekiem po śmierci, dokładnie z jego duszą”. Zdziwił się tym pytaniem, ale powiedział tylko to, że aby osiągnąć doskonałość trzeba wiele przeżyć i wiele się nauczyć. To była jego odpowiedz. Nic więcej nie powiedział i zmienił temat na to, że już czas wracać.

(W życiu chodzi o doskonalenie swojego wnętrza, poznanie zasad działania świata i jego Stwórcy, tworzenie własnej osoby oraz rozwinięcie samodzielnego myślenia.)

Odpowiedziałem mu, że skoro trzeba wracać, to wracajmy. Popatrzył na mnie i powiedział, żebym się nie przejmował aż tak bardzo tym, co tu zobaczyłem. A ja go zapytałem – „czemu ja, czemu mi pokazuje takie okropności z przyszłości”. Odpowiedział: „tak postanowiono” i nic więcej.

(UFO są reżyserami życia na tej planecie i dążą do tego, aby wszelkie zdarzenia przebiegały po ich myśli – stąd odpowiedź: „tak postanowiono” m. in. w sprawie wojny atomowej i kataklizmów, które zgodnie z ich kłamstwem mają być rzekomą karą Boga za rzekome grzechy ludzkości. Kolaboranci ludzcy i zdrajcy rasy ludzkiej już umówili się pomiędzy sobą, gdzie i kiedy mają spaść bomby atomowe – detonowane przez nich.)

Nie zadawałem innych pytań na ten temat, bo wiedziałem, że nie uzyskam odpowiedzi. Widocznie nie chciał mi nic więcej powiedzieć na ten temat. Chociaż wiem, że wiedział wiele o tym wszystkim. Szliśmy powoli do drzwi do tego teleportera (urządzenie do teleportacji). Zapytał, czy podobała mi się wycieczka? Odpowiedziałem, że bardzo i podziękowałem mu za to wszystko, co mi pokazał. Uśmiechnął się i zapytał, czy jeszcze chcę coś wiedzieć? Zapytałem, czy jeszcze będę miał okazje odbyć taką podroż? Deryl odpowiedział, że raczej nie. Ale zapewnił mnie, że się jeszcze spotkamy, już niebawem. Spoglądnąłem na niego i odpowiedziałem: to na pewno. On spojrzał i powiedział, że coś mnie gnębi i żebym mu powiedział, o co chodzi, to postara się mi pomóc. Zatrzymaliśmy się i powiedziałem mu, że od 10 roku życia, kiedy pierwszy raz zobaczyłem UFO, prześladuje mnie pech i nie mam szczęścia w niczym, za co się wezmę (typowe po przymusowych kontaktach z UFO).

Deryl popatrzył na mnie i powiedział: jest wiele cywilizacji, które odwiedzają waszą planetę. Są też cywilizacje, które nienawidzą ludzi i tej planety. Oni już wiele razy chcieli tą planetę zniszczyć. Spojrzałem w stronę okna i widziałem, że odlatujemy z Marsa. A po jakiejś chwili zobaczyłem znów Ziemię. Powiedziałem, że już chyba jesteśmy na miejscu. Odparł, że tak i niedługo będę w domu.

Zapytałem więc go jeszcze, czemu oni tak nienawidzą Ziemi i ludzi zamieszkujących tą planetę? Odpowiedział – za przeszłość, za pomoc naszej planety w wojnie gwiezdnej, jaka się kiedyś toczyła miedzy innymi cywilizacjami. Powiedział również, że jest wiele powodów, o których nie może powiedzieć. Powiedziałem, że skoro tak, to nie będę pytał o nic więcej.

Staliśmy tam i patrzyłem na Ziemie z kosmosu – jest piękna. On odparł, że są jeszcze ładniejsze planety w innych układach słonecznych. Powiedziałem, że nie wiem, bo nie widziałem innych planet i na tym się temat zakończył.

Powiedział, że za chwilę wracamy. Odpowiedziałem, że przecież trzeba w końcu wrócić. Stałem tak i patrzyłem na Ziemię, podziwiałem widoki. W pewnej chwili powiedział do mnie, że już musimy wracać. Więc obróciłem się i poszliśmy do tego teleportera (tego koła na podłodze). Stanąłem obok niego, znów się zrobiło ciemno i jakby zawiał wiatr, nagle pojawiliśmy się w tym samym miejscu, w którym zaczęliśmy. Poznałem po tych biało – szarych ścianach. Zapytał jeszcze raz, czy mi się podobała wycieczka, jaką zorganizował dla mnie. Powiedziałem, że bardzo i jeszcze raz podziękowałem mu za wszystko, co mi pokazał i poświęcił czas. Uśmiechnął się. Zapytałem go, czy będę to pamiętał – odparł, że wszystko będę pamiętał i zapewnił mnie jeszcze raz, że to nie był sen. To co mi się przytrafiło, zdarzyło się naprawdę i żebym się tak nie przejmował tym, co zobaczyłem. A zwłaszcza tą wojną atomową. Powiedział, jak chcę, to może sprawić, abym to zapomniał. Odparłem, że nie chcę. Uśmiechnął się znów i powiedział, że za chwilę będę już w domu. Zapytałem go, czy się jeszcze spotkamy? Odpowiedział, że tak, jak będzie znów na tej planecie, to na pewno się spotkamy i żebym uważał na siebie.

Wtedy jeszcze nie rozumiałem, co ma na myśli. Ale byłem bardzo wdzięczny za to, że chociaż raz w życiu zobaczyłem to, co mnie interesuje, czyli: kosmos, planety i piramidy. To były najpiękniejsze chwile w moim życiu.

Po powrocie do domu stwierdziłem, że nie było mnie od 22:30 do 12:00 następnego dnia. Zdziwiłem się, że wcale nie jestem zmęczony – wręcz przeciwnie, wypoczęty. Jakbym spał 12 godzin. To wszystko zdarzyło się 07-07-2000 roku w nocy. Moi rodzice zaczęli mi zwracać uwagę, że jestem jakiś inny i cały czas gapie się w gwiazdy (siedziałem całe noce). Nie wiem czemu, ale bardzo tęskniłem za nimi wszystkimi. Chociaż nie potrafię wyjaśnić, dlaczego czułem się opuszczony i zagubiony.

Nie wiedziałem, co mam o tym myśleć.

Ale najgorsze dopiero się miało zacząć.

To co było tam, to tylko była jak sądzę „przykrywka” – pozory. Po jakimś czasie, około 25 lipca 2000 roku, po moich imieninach zaczęły się dziać dziwne zjawiska.

Widywałem u mnie w domu postacie przechodzące przez ściany, wylatujące i wlatujące zamkniętym oknem. Zaczęły mnie dręczyć takie koszmary, że balem się nawet zamknąć oczy. W pewnym momencie moje nerwy zaszwankowały tak, że aż dwa razy chciałem odebrać sobie życie. Wpadłem w tak silną depresję, że nawet jeść nie mogłem i zacząłem mieć znów kłopoty ze zdrowiem. Po jakimś tygodniu nagle znów wszystko ustało. Nic się nie działo niezwykłego.

Na początku sierpnia zaczęło być ze mną naprawdę źle tak, że już nie wytrzymywałem nerwowo i psychicznie. Postanowiłem, że wyskoczę z okna 11 pietra i tak też mało co nie zrobiłem. Uratował mnie jakiś pan, co akurat wysiadał z windy na tym piętrze. Miałem szczęście, że złapał mnie za rękę, bo już skakałem. Wciągnął mnie do środka i zapytał, czemu chcę sobie odebrać życie w tak młodym wieku. Nie potrafiłem mu tego powiedzieć. Odparł, że jechał na piąte piętro, ale dziwnie się czuł i coś mu kazało pojechać na 11 piętro. Zapytał mnie, czy może mi jakoś pomóc? Ja mu odpowiedziałem, że już mi pomógł, podziękowałem i oddaliłem się. W drodze do domu, jakieś 200 metrów ode mnie zobaczyłem obiekt w kształcie dysku zawieszony nad blokiem mieszkalnym. Miałem wrażenie, że mnie obserwują, bo czułem na sobie czyjś wzrok. Taki sam, jak to miało miejsce podczas mojego zabiegu z płucami i sercem. Wiedziałem, że coś jest nie tak, że coś się dzieje ze mną dziwnego, ale nie sądziłem, że będzie jeszcze gorzej. (Przestępcy z UFO usiłują doprowadzić człowieka do śmierci w taki sposób, aby to człowiek samodzielnie popełnił samobójstwo. Dzięki temu – wg myślenia przestępców z UFO, karma za zabicie człowieka – nie dosięgnie ich.)

We wrześniu nie dostałem renty i wróciłem do pracy w Stoczni Szczecińskiej S.A., dokładnie 18 września 2000 roku. Wszyscy koledzy w pracy tak się odizolowali ode mnie, że nawet rozmawiać nie chcieli ze mną (oczywiście nie wszyscy na szczęście, ale większość). Pracowałem na trzy zmiany i szło mi całkiem nieźle, zwłaszcza po moich przeżyciach z UFO. Nie wiedziałem, do kogo się udać, z kim mogę porozmawiać na ten temat i wygadać się. Niestety w całym Szczecinie, gdzie mieszkam, nie znalazłem żadnego człowieka, który byłby zainteresowany moimi przeżyciami. A co najważniejsze, taki człowiek doradziłby mi coś, co z tym zrobić.

Sprawy z UFO miały się coraz gorzej. Pod koniec września, około 25 września 2000 roku, zostałem zgwałcony przez jakąś istotę o bardzo dziwnych proporcjach ciała. Przy okazji, ta istota coś mi wstrzyknęła – przez trzy tygodnie miałem gorączkę 38 stopni i żadne leki nie potrafiły tej gorączki obniżyć (testy broni biologicznej?). Mój lekarz powiedział, że to bardzo dziwny przypadek i nie wie, co z tym zrobić. Po owym czasie gorączka sama ustąpiła tak szybko, jak się zaczęła i wtedy zaczęły się moje prześladowania, które trwają do dnia dzisiejszego. Są to: znęcanie psychiczne; niemożliwość zaśnięcia; gwałty; wstrzykiwanie jakiś dziwnych substancji; głosy ubliżające na każdym kroku i powodujące niepewność oraz pogłębianie się mojego złego stanu zdrowia do tego stopnia, że po 4 miesiącach już byłem wrakiem człowieka. (Cel oczywisty: zabić tego człowieka.) Dosłownie nie miałem nawet siły, aby wstać z łóżka. Te istoty przelatujące przez mój dom i pokój nie dawały mi spać. Jak już zasypiałem, to od razu zostawałem budzony głosami lub szarpnięciem nogi czy ręki. Raz nawet bardzo silne pociągnięcie za włosy wybiło mnie całkiem ze snu. Wtedy już przestałem mieć chęć do życia, całkiem było mi obojętne, co się ze mną stanie.

W dniu 26 grudnia 2000 roku nagle pojawił się Deryl i zapytał się, jak się czuję? – Odpowiedziałem mu, żeby się ode mnie odpierdolił, że on mi zniszczył życie i że zostałem wielokrotnie zgwałcony przez jakąś szkaradną istotę i że nie mam już siły nawet podnieść ręki. Po tym jak to powiedziałem, on się popatrzył na mnie i powiedział, że mówił mi żebym uważał. Dokładnie pamiętałem to, co powiedział i wiem, że tak było. Ale ja powiedziałem mu, żeby już nigdy nawet nie odzywał się do mnie i że jest najohydniejszą istotą w całym wszechświecie. Że jego cywilizacja odpowiada za całe zło na tej planecie. Że diabłami religijnymi właśnie są oni, że na pewno kiedyś za to zapłacą. Pamiętam, że się wściekał strasznie, a ja jeszcze dolałem oliwy do ognia dodając takie zdanie – „żeby was piekło pochłonęło, całą waszą cywilizację i żeby ślad po was nie został”. Wtedy wściekł się tak, że odleciał z pokoju z takim zamachem, aż okno się samo zamknęło.

Pamiętam, że do 28 grudnia 2000 roku miałem spokój i w miarę odzyskałem siły tak, że mogłem chodzić po domu sam, bez pomocy matki czy ojca. W tym dniu około godziny 01:00 w nocy pojawił się Deryl i powiedział, że już wszystko jest w porządku. Że już mnie nie będzie nikt nękał i napomknął coś o złych istotach, o których mi już wspominał, że te istoty nienawidzą ludzi. Siadł koło mnie na łóżku i zaczął mi się przyglądać. Zdawało mi się, że on czeka na moja reakcję. Ja jednak już mu nie wierzyłem i byłem pewien, że to znów jakaś ich gra. On zapewnił mnie, że teraz już nie ma czego się obawiać. W razie czego, jakby się zaczęło dziać coś złego, to żebym tylko o nim pomyślał, a pomoże mi. Zdumiało mnie to bardzo. – „Jak to?” – zapytałem. On powiedział, że ma teraz ze mną bezpośrednią łączność, żebym się już nie martwił i zapomniał o wszystkim złym, co mi się przytrafiło. Zapytałem: „Jaką łączność? O co znów chodzi? Czy znów masz jakiś genialny plan gnębienia mnie?”. Deryl odpowiedział, że nie. On nie powiedział dokładnie, o co chodzi z tą łącznością. Ale w pewnym momencie przypomniałem sobie o implantach i zapytałem go, czy mam taki w głowie? Powiedział, że tak. To dla mojego bezpieczeństwa. Dodał jeszcze, że za rok będzie gotowe moje ciało (klon ciała fizycznego) do przeprowadzenia mojej duszy do innego, nowego ciała. Te obecne ciało jest strasznie zniszczone i długo nie pożyje. To mnie dobiło. Zapytałem, jak to można zrobić i co dalej. Wtedy on odpowiedział, że to jest możliwe i że to trwa chwilę. Wtedy zapytałem się – „a co na to Bóg powie”, wtedy wstał i powiedział coś w tym stylu: „nie przejmuj się, jakoś się dogadamy”. Przestraszyłem się, o co chodzi w tym wszystkim, co oni chcą ode mnie i do czego im ja jestem potrzebny? A on zaraz powiedział, że szkolili mnie wiele lat (na ich nieświadomego agenta?) i nie pozwolą zmarnować tego czasu mi poświęconego. Zaprzeczyłem – jakie szkolenie, nic o tym nie wiem, o co znów chodzi, czego chcesz, powiedz. A on tylko powiedział, żebym się nie martwił, wszystko będzie dobrze (kodowanie umysłu ofiary bez jej wiedzy świadomej i zgody świadomej – nie ma szacunku do wolnej woli, co dowodzi, że Deryl i jego współpracownicy są osobami demonicznymi).

Byłem w szoku, dostając taką informacje od niego. Nie spodziewałem się czegoś takiego. On zaraz dodał, że oni się od dawna opiekują się naszymi duszami po śmierci naszych fizycznych ciał, i że nie ma się czym martwić. (Umowy z diabłem polegające na oddaniu mu swojej duszy w zamian za doczesne bogactwa, świecidełka fizyczne, pieniądze. Takie dusze mogą być wykorzystywane, zgodnie ze spostrzeżeniem prof. Jana Pająka, do sterowania zaawansowanymi urządzeniami technicznymi, np. sterowanie lotem magnokraftu przy współudziale techniki komputerowej lub generatory energii życiowej, którą przestępcy z UFO się zasilają. Ta energia życiowa kradziona masowo od ludzi jest wykorzystywana do regeneracji ich zdrowia i regeneracji ich zmęczenia – jak to wcześniej opisano – oraz przedłużania ich życia w ciele fizycznym.)

Nie wiedziałem, co o tym myśleć? Co się stanie ze mną za rok? To mnie dobiło tak, że w końcu już całkiem straciłem głowę i 04-01-2001 roku trafiłem do szpitala psychiatrycznego na odział dla cierpiących na schizofrenię i depresje lękową. Spędziłem w szpitalu 4 miesiące. Oczywiście żaden lekarz nie wierzy mi w żadne słowo, które im powiedziałem. Lekarze uwierzyli tylko w glosy, ale nie w takie informacje, jakie im podałem. (Typowa ignorancja tzw lekarzy.) W czasie pobytu w szpitalu wielokrotnie widywałem i rozmawiałem z Derylem. Dziwił się, że ja jestem w szpitalu tego profilu. Zapewniał mnie, że nawet jak komuś powiem o tym, co się ze mną działo, to nikt mi w to nie uwierzy. Ja go wtedy zapytałem o prof. Jana Pająka – on odpowiedział mi w ten sposób, cytuję: „jakby wszyscy nasi naukowcy byli tacy, jak on, to już byśmy od dawna nie używali benzyny i ropy do napędu naszych pojazdów” (tylko “zapomniał” dodać, że przestępcy z UFO właśnie dosłownie niszczą tego typu ludzi, bo działania takich ludzi zagrażają ich bezpardonowej władzy na tej planecie.) Deryl był u mnie przynajmniej raz w tygodniu, ale najczęściej z soboty na niedziele i zawsze zapewniał mnie, że wszystko jest dobrze i żebym się niczym nie martwił. Pamiętam doskonale zapewnienia Deryla o tych złych istotach, o jakich mi wspominał, które jakby się ode mnie odczepiły. Nie widywałem tych obrzydliwych istot przez 4 miesiące. No i najważniejsze – mogłem się w końcu wyspać. Choć miałem koszmary i dziwne uczucie bycia cały czas obserwowanym. Praktycznie 24 godziny na dobę i buczenie w uchu (lewym) oraz bóle miedzy skronią a uchem. Poprzednio nic takiego nie miałem, bynajmniej nie pamiętam nic na ten temat. Sadzę, że oni chcą tylko, żebym pamiętał tylko dobre chwile i przyjemne, a nie pamiętał nic złego, ani szokującego.

Po wyjściu ze szpitala poszedłem na rentę ze względu na mój stan zdrowia oraz silną depresje lękową. Do tej pory prześladuje mnie pech całkowity i nie mam siły na stawianie oporu przed tymi istotami. Stosunki seksualne z tą istotą powtarzają się systematycznie co tydzień. Uczucie bycia obserwowanym jest cały czas. Prześladowania są cały czas. Nawet moja matka powiedziała, że jak przyjechałem ze szpitala, znów zaczęło się dziwnie dziać w domu. Objawy dziwnych zdarzeń w domu: stukanie w nocy, jakby ktoś chodził i szukał czegoś i nie dbał o ciszę domowników; nękania mnie co noc przez jakieś dziwnie wyglądające człekopodobne istoty o zimnym dotyku. Z tego, co się zorientowałem to przynajmniej raz w tygodniu pobierają ode mnie materiał reprodukcyjny i genetyczny: krew, włosy, kawałki skóry. Czuję, że przy tych spotkaniach następuje sytuacja – odsysanie ze mnie energii życiowej. Opuszczają mnie siły i nawet nie mam humoru. Poza tym zauważyłem u siebie zmiany tego typu, jak wyczulenia na ludzkie nieszczęścia jakie pokazują w TV. Nieraz aż mnie to paraliżuje, wiec praktycznie zrezygnowałem z telewizji.

Teraz czytam tylko monografie prof. Jana Pająka i przeglądam zdjęcia UFO oraz filmy nakręcone przez ludzi. Sądzę, że zdjęcia i filmy przypadkiem utrwalone, bo inaczej nie było by ich wcale. Sądzę, że oni by oto zadbali, żeby się już nigdy nie pokazały takie zdjęcia, czy przypadkowe nakręcenie kamerą kawałka filmu.

Teraz opisze jakie urządzenia widziałem na pokładzie UFO:

1. Czarna Piramida (tak ja nazwałem ze względu na jej czarny kolor) – z tego co wiem, to ta piramida służy za pewien rodzaj agregatu prądotwórczego. Składa się z dwóch warstw jakiegoś materiału podobnego do stali, miedzi i aluminium stopionych ze sobą na stałe, chociaż może i spełnia też inne zadania – tego to już nie wiem. Urządzenie ochładza pomieszczenie w nieznacznym stopniu (przekształca energię cieplną w energię elektryczną).

2. Świetliste (tak nazwałem ze względu na końcówkę tego urządzenia, jaka charakteryzowała się święcącym końcem mlecznego (białego) koloru bardzo intensywnego i zimnego światła; końcówka była w kształcie trójkąta z wysięgnikiem na bardzo cienkiej rurce wychodzący z sufitu ) – sądzę, że to urządzenie działa na nasz mózg i wydobywa z niego coś, co jest dla nich cenne; nie mam pojęcia, co to jest; wielokrotnie wkładano mi to do głowy; po takim zabiegu czułem się nieswojo (źle) i zawsze byłem zdenerwowany i osłabiony (nawet bym powiedział, że nie miałem siły wstać z łóżka) (pobór energii życiowej, którą przewodzi układ nerwowy, a najwięcej jest jej w mózgu).

3. Teleporter – urządzenie służy do błyskawicznego przemieszczania się we wszystkich kierunkach; sądzę, że zasięg tego przekracza odległość miedzy Ziemia a Słońcem, więc jest to spory kawałek; ale nie jestem pewien tego na 100%; wiem, że mnie przeniesiono bez problemu z Ziemi na jakiś statek, który był za naszym księżycem (to tez jest spora odległość).

4. Magnetyczny Telewizor – urządzenie do wyświetlania obrazu, 100% realizm (kolory, cienie, nasycenie barw i przestrzeń 3D), służy do projekcji jakichś sekwencji video itd.

5. Stół Obezwładniający – to jest urządzenie, na którym każą się kłaść i po położeniu się, zaczyna paraliżować całe ciało uniemożliwiając poruszenie nawet palcem u nogi; spełnia też na pewno inne zadania; sądzę, że pomaga w prześwietlaniu leżącego właśnie na stole człowieka, dlatego oni wtedy widzą wnętrze człowieka; sądzę, że w pełnych kolorach jakby oglądali jakiś film. (takie stoły służą do pobierania energii życiowej od ludzi na masową skalę.)

6. Niebieska Bańka (tak ja nazwałem ze względu na niebieskawą poświatę) – do pobierania spermy, urządzenie działa jak pompka, po prostu odsysa to, co jest potrzebne; jest to bezbolesne; urządzenie ma w środku cienką jakby rurkę koloru przeważnie czarnego lub białego.

Każdy funkcjonariusz UFO używa telepatii do komunikowania się z ludźmi (ale też potrafią normalnie rozmawiać, chociaż bardzo rzadko to robią); telepatyczne wpływanie na zachowanie człowieka i przesyłanie myśli bezpośrednio do głowy człowieka (całkiem bezpieczny transfer komunikacyjny miedzy rożnymi istotami). Z tego co wiem, to można rozmawiać dosłownie ze wszystkimi istotami, które mają mózg – nawet z mówkami i pszczołami, delfinami itd.

Uczucia, jakie zawsze mi towarzyszą podczas pobytu na pokładzie UFO, to jest szczęście, miłość, pewność, poczucie bezpieczeństwa, szczerość i zaufanie do tych istot (że nic mi się złego nie stanie) itd. Wszystkie dobre uczucia – nic negatywnego (niewątpliwie generowane technologicznie, kontrola technologiczna nad umysłem człowieka).

Funkcjonariusze UFO bardzo nie lubią, jak się z nich kpi i ośmiesza, nieważne czy w myślach czy słowach. Oni dosłownie znają myśli każdego człowieka stąpającego po Ziemi. W razie takiej zniewagi można stracić życie – dosłownie. Więc nie warto ich denerwować, bynajmniej ja sam się przekonałem, że to się nie opłaca (jednoznacznie wskazuje to na naturę demoniczną).

Funkcjonariusze UFO bardzo lubią się chwalić swoimi osiągnięciami technicznymi i naukowymi (technokraci dumni ze swoich osiągnięć technologicznych). Są zwykle zawsze otwarci dla człowieka (przynajmniej dla pozoru, żeby pozyskać zaufanie), który jest dla nich w porządku, nie ma jakiś dziwnych uprzedzeń ze względu na kolor skóry, wyglądu ich ciał.

Funkcjonariusze UFO bardzo nie lubią, jak się im patrzy na ręce, uważają to za obrazę i szybko się złoszczą (ich społeczeństwo jest kontrolowane pod każdym względem za pomocą techniki – implanty indoktrynujące, stąd ten podświadomy mechanizm obronny).

Funkcjonariuszom UFO zawsze należy patrzeć w oczy i mieć dobre myśli w stosunku do nich, bo inaczej mogą zrobić krzywdę lub ukarać w taki sposób, jaki uważają za stosowny. A mają różne metody – od psychologicznych / psychicznych po fizyczne.

Moim zdaniem nie warto ich denerwować. To są przykłady z mojego doświadczenia z funkcjonariuszami UFO i z Derylem. Wiem, że do każdego człowieka inaczej się odnoszą – widziałem kiedyś, jak jakiś pan koloru czarnoskórego uderzył funkcjonariusza UFO. Przyszedł jakiś inny funkcjonariusz UFO i dotknął go czymś, a ten od razu padł na podłogę i nawet się nie poruszył. Sądziłem, że zmarł bo leciała mu krew z nosa. Dziwiłem się, jak to błyskawicznie się odbyło. Ciekawiłem się, czym on go dotknął. Deryl mi wyjaśnił, że sparaliżowali go, bo był bardzo agresywny i że za jakiś czas odzyska przytomność. Ale on wstanie z dużym bólem głowy, a poza tym nic mu się nie stało. To mnie uspokoiło i przestałem się martwić o tego człowieka. Wtedy Deryl zapytał się, dlaczego ja tak zawsze się martwię o innych ludzi, jak ich widzę na stołach czy w korytarzach czy podczas zabiegów (jedną z cech demonicznych (pasożytów) jest brak szacunku dla indywidualności i innej osoby – “wyznawcy” parasityzmu dbają tylko o siebie; inni nie są dla nich ważni w jakikolwiek sposób za wyjątkiem osób silniejszych od nich samych, które wzbudzają respekt dzięki swojej sile, bezwzględności, okrucieństwie etc.). Odpowiedziałem mu, że szkoda mi jest tych ludzi, bo cierpią. Popatrzył się i uśmiechnął. Odparł, że większość przesadza z tym bólem i paniką, że są niedojrzali i agresywni w stosunku do nich (a zatem wg UFOli powinni być potulni, kiedy się niszczy ich (ludzi) życie we wszystkich aspektach i traktuje jak bezrozumne bydło przeznaczone do eksploatacji). Popatrzyłem na niego i powiedziałem – “na pewno się boją nieznanego i dlatego się tak zachowują” i wtedy Deryl powiedział mi, że po części mam racje i na tym temat się skończył. Po powrocie do domu około godziny 06:00 nie mogłem zasnąć do 08:00. Zawsze myślę, co tam zobaczyłem i czemu nie pamiętam wszystkiego, ale widocznie oni o to zadbali (techniki blokowania pamięci).

Przebywanie na pokładzie UFO jest ciekawym doświadczeniem, panujące tam warunki są zawsze takie same i wydaje mi się, że temperatura jest zawsze 19 stopni, a powietrze jest czystsze i zawiera więcej tlenu niż nasze. Po prostu lepiej się tam oddycha, niż na Ziemi (w moim przypadku może dlatego, że jestem chory na astmę i dlatego odnoszę takie wrażenie).

Każdy statek UFO ma własna grawitację. Funkcjonariusze UFO potrafią grawitacją kierować. Może jeden przykład – idąc korytarzem odczuwa się lekkość, jakby się płynęło, a nie szło. Ale już wchodząc do pomieszczenia, już jest inaczej dlatego, że czuć własny ciężar ciała i wyraźnie czuć stopami podłogę, po której się chodzi.

Oświetlenia nie daje się zlokalizować (nie widać źródeł światła), sprawia to wrażenie jakby ściany, podłogi i sufity świeciły tym samym światłem i tak samo intensywnie.

Przedstawiłem w tym opisie tylko moje doświadczenia z UFO, więc proszę nie brać tego dosłownie, że wszyscy funkcjonariusze UFO są tacy sami. Jedni z nich są źli, a inni dobrzy (mniej źli).

Z tego, co zauważyłem widziałem 4 rodzaje (gatunki) funkcjonariuszy UFO.

Pierwsi to Szaraki – wzrost ich waha się od 1 do 1,6 metra; szara skóra, duże głowy i duże oczy zmodyfikowane przy użyciu implantów technicznych.

Następnie to istoty wyglądające prawie identycznie jak my – wzrost ok. 1,8 metra, wygląd zewnętrzny prawie identyczny z wyglądem ludzi.

Następnie istoty tak samo wyglądające jak ludzie, tylko ich oczy są całe czarne i większe od ludzkich. Oni są najwyżsi z tych, których ja spotkałem – około 2 metrów wzrostu, maja większe głowy niż my.

Ostatnich jakich widziałem, to liliputy; maja oni ok. 30-60 cm wzrostu i pociągłą twarz, są bardzo szczupli oraz są najbardziej sympatyczni z nich wszystkich. Od nich można się wszystkiego dowiedzieć, niestety rzadko można ich spotkać na pokładach UFO.

Oni mają swoja bazę gdzieś w naszym układzie słonecznym i są często na naszej planecie.

Z tego, co oni mi powiedzieli, oni nie uprowadzają ludzi.

Oni tylko zajmują się naszą planetą – atmosferą, przyrodą, fauną i florą, wprowadzają nowe gatunki i – jak powiedzieli – oczyszczają nasze powietrze. To są najsympatyczniejsi UFO, jakich kiedykolwiek spotkałem. Przy spotkaniu z nimi zawsze człowiek jest informowany o wszystkim, co by chciał wiedzieć. Uwielbiają rozmowy na tematy budowy życia, tworzenia planet i przystosowywania ich do zamieszkiwania przez każdy rodzaj życia.

Oni też mi powiedzieli, że ryż to oni przywieźli z innej planety.

Wymieniali setki roślin, jakie wprowadzili na nasza planetę i zwierzęta, które zostały zasiedlone z innych planet.

Jak oni zaczną opowiadać, to trudno ich zatrzymać, bo czasem używają takiego słownictwa i symboli, że trudno się zorientować, o czym oni mówią, jeżeli się nie ma odpowiedniej wiedzy na dany temat. Ale zawsze lubiłem ich słuchać, bo opowiadają ciekawie i zawsze tłumacza, jak się czegoś nie wie.

Wiele się dowiedziałem o kosmosie i pamiętam, że zapytałem ich o wielki wybuch, co stworzył to wszystko. Ale oni od razu zaprzeczyli, że nie było żadnego wielkiego wybuchu i zaczęli tłumaczyć, że to ewolucja zapoczątkowała istnienie życia w całym wszechświecie.

Wspominali o czarnych i białych dziurach, ale ja się na tym nie znam, więc prawie nic z tego nie zrozumiałem. Bardzo się martwią ludzka głupotą na temat bomb atomowych i bomb wodorowych na naszych poligonach atomowych (gdzie testowano tego typu broń od roku 1945 w liczbie wielu tysięcy detonacji; efektem tych wybuchów jest skażenie radioaktywne całej planety). Rozpylają jakieś substancje, co mają pomóc w zmniejszeniu promieniowania i zniszczenia środowiska.

To tyle, co chciałem napisać na temat moich doświadczeń z UFO. Wiem, że ja ich postawiłem w innym świetle, niż prof. Jan Pająk w swoich monografiach. Ale napisałem tylko to, co pamiętam. Więc nie będę wymyślał, żeby coś upiększyć czy zmienić. Opisałem tylko to, czego sam doświadczyłem i doświadczam na sobie. Chciałbym powiedzieć, że w pełni się zgadzam z monografiami prof. Jana Pająka i przyznaję, że nie wszystkie pobyty na pokładzie UFO pamiętam i wszystkie zdarzenia, które miały tam miejsce. Dlatego przyznaję prof. Janowi Pająkowi rację, co do stosunków z UFO. Sądzę, że mój opis przyczyni się do czegoś pożytecznego i uświadomi ludziom, czym UFO jest naprawdę i czego się można spodziewać w kontaktach z tymi istotami przebywającymi od zawsze na tej planecie.

Podczas pisania tego opracowania, działy się dziwne rzeczy, może wymienię: niechęć pisania o tym; zaniki prądu; senność; uczucie bycia obserwowanym; zawroty głowy; mdłości; nagłe wychodzenie z pokoju bez powodu; ból w miejscu implantu (migrena), odrętwienie rąk; mrowienie po głowie i rękach oraz bardzo złe samopoczucie (tylko podczas pisania tego wszystkiego). Po odejściu od komputera i wyłączeniu go, stan samopoczucia się od razu poprawiał. (Technika, którą się określa jako zniechęcanie, a to oznacza zgodnie z zasadą “ślepego samuraja”, że jest ta wiedza ważną sprawą dla istnienia ludzi na tej planecie.)

Moim wykrywaczem UFO jest stary budzik. Ma on około 20 lat i jest mechaniczny (nakręcany). Zawsze jak się UFO pojawi, to ten budzik zaczyna jakby przyśpieszać (słychać to po cykaniu jakie wydaje jego mechanizm) (czyli mamy lokalne przyspieszenie upływu czasu w stosunku do czasoprzestrzeni planety) – zawsze po tym zajściu jest różnica w czasie 1 godz. do przodu. Mój sprzęt RTV, wieża stereo GoldStar z wyświetlaczem – zawsze jak się pojawia UFO – zaczyna migać jej zegar cyfrowy.

Człowiek z planety Ziemia